niedziela, 7 grudnia 2014

L'incartade.

 

Jeszcze nie wiem: dystans czy dysonans? Jest droga: pokonała nas na ostatnich nogach, brnę marszcząc two.ją (w)brew. Ręce przez kraty, nieoswojone, skóra na dłoniach sucha jak papier, krucha jak zostawione w szufladzie Słowo. Tyrania inicjałów, porządek początków.
Będziemy jeść razem zupę z fenkułów, przepołowi nas światło. Będą ruchome szuflady i półotwarte powiekami schody. (roz)Stałam się (z) tłem wydarzeń, wrę(cz) i rozpuszczam się w łunie, słaniam się na wysokich obcasach wkładanych w kocie łby, nikt nie mógłby podobnie. Najdrobniej rozpisuję się wzdłuż stron nieokreślonego formatu, ciemnego odcienia od niechcenia zepchniętego w szarość. Nie mam dość; jest morze, jest niedobrze; brnę i prę przez niedobory i zeszłoroczny śnieg, który, owszem, obszedł mnie, łukiem o szerokim rozstawie ramion.

Stałam się mdłą ramą na omdlenia, zdatną do wymiany.

Wa
lód.

Słońca na końcach włosów i rzęs N.


2 komentarze:

  1. Przepiękny blog i przepiękne zdjęcia na facebooku i tutaj. Aż miło się patrzy jak ktoś rozumie sztukę i widać to w Twoich fotografiach. Bardzo inspirujące i dziękuję ślicznie za to! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję po stokroć: za słowa i skrzydła.

    OdpowiedzUsuń