środa, 11 sierpnia 2021
Fekete.
poniedziałek, 19 lipca 2021
Savrulanlar.
Rzek(ł)i w(y)padają słowo po słowie(sz) do wody rzucanej na wiatr, piaskiem prosto w oczy,wiste załamania zatok, w alergiczne drgania rąk nienawykłych do snu.cia się po leśnych ścieżkach, po igliwiu agresywnie trącym wewnętrzne strony powiek, kierownice i zapasowe otwieracze, kapryśne kapsle, przetarte korki i zaśnieżone urwanym sygnałem podwórza. W czerwonym, migającym świetle nie powtarzasz się, każde potencjalnie znajome zdanie okazuje się cudze, chce wejść między podmiot i orzeczenie, chce przedawkować przydawki, zamieszkać w ostatnim meandrze okrzyku, chce odetchnąć, odpocząć, zniknąć, zawikłać, chce zadać pytaniami drobne szarpane rany na łapach, na łeb, na szyję grubym ściegiem, biegnę dokąd dosięgnę, grubo ociosano ogród, ogrodzenie i sad.
wtorek, 15 czerwca 2021
Le bleuet.
niedziela, 2 maja 2021
L'intervalle.
St(r)oję, dziś nie stać mnie na wiele więcej, dziś kasła(nia)m się na ostatnich no(m)g(ł)ach, w drganiach przypierających do murmuranda korpus(ł)ów i krawędzi ściany, jak grochem w szloch, jak wilgocią w (piw)nic(ę), głuchobserwuję i bezgłośnie ślepnę, lepię się do ram, palców, pleców, gniazd, z wysokiego napięcia plotę kruche o(d)krycia, (pok)ryję nosem w morzu(t), zat(ł)aczam na wo(d)zie coraz węższe kręgi, (ugrzę)złam i marznę słono, w dwóch smakach, pięciu porach dnia i siedmiu zmysłach wykreślam ósemki na ścianie, zwłaszcza te dolne, te rosnące w poprzek rzek, wgłębi stawów, warstwy paznokci i zmiennych nie do poznania kolorów tęczówek - pada(sz)? A nie poddasz mnie jeszcze do dymiących od misji instancji? Pamiętam najbliższe stacje metra, pamiętam akacje, idące w górę osłonecznionym zboczem akcje, a teraz nie ma na co patrzeć, nie ma czego zbierać, szkoda słów, zagryzam słodko najwątlejsze gałązki, rozsłonecznione podłogi, które puchną od deszczu. Bear with me, jeszcze chwilę.
czwartek, 25 marca 2021
Un soupir.
Duszę się bez skargi, w każdej niewygodzie można się rozgościć, z każdej nisz(cz)y wyłuskać światło w słupkach, można opaść w przeciąg(ane) bez akcentu, można skrzypieć w kostkach na świeżo wycyklinowanym parkiecie, można odświętnie ugrzęznąć w recyklingu i cykli(ni)cznie ulatywać w mrok, można, tylko dlaczego wart(k)o byłoby cokolwiek, skoro znowu, jak kulą w płot, jak grochem o ścianki żył, o tętnice, które nic a nic, idą w zaparte.r a na (s)piętrze(nie) brak, który wykiełkował z kilku szybkich kroków, dwóch par u.st(aw), korony drzew i deszczu.jesz(cze)
sny
wtorek, 2 marca 2021
Le zénith.
Przegapiłam linię zmiany daty i krótkie tygodnie poszarpane na końcach, porządkuję, wiążę i zabliźniam, przemywam rany i przezywam przypadki wprost przez okno, od celownika do wołacza, od narzędnika do niewielkiej, czarnej krzynki, która do porządku przykłada do skóry zadrasnęła i rośnie, wycinając obce, niepokojące kształty, wyszłam c(i)ało na własne żądanie zobaczyłam jak rosną trawy pod kuchennym blatem, jak w cieple niewiarygodnie wczesnego słońca dostrzec można wyraźniej - ostrzę.
A nuż.
środa, 27 stycznia 2021
L'aube.













