środa, 4 stycznia 2012

Un tranchant.


 Na krawędzi, na uwięzi, wpław, przez rzekę, wgłąb miasta, przedwcześnie boleśnie, by(le) odcisnąć brak snu na ścianach kamienic, byle przemienić w zimę wypłowiałe lata, od dłoni, przez stopy deszczu spragnione.
W nieostrościach, na włościach, źle dziś wyglądam, poszukując światła,
droga prosta, choć sprawa niełatwa,
z M.

2 komentarze:

  1. Pięknie patrzysz, Mała Szeremcho :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, Droga eM. Chciałabym, nade wszystko, ważko, uważnie.

    OdpowiedzUsuń