czwartek, 6 września 2018
Pas mal.
Stres przesącza się przez żyły, t(ł)oczy (w) sądne dni, przesądza - bez przesady - okrutnie. Tutaj nie ma późnego lata, upał ześlizguje się w depresje kałuż, nie pomaga parasol ani głęboka wnęka w kamienicy, nie ma nic, tylko krople deszczu ciążą na udach, spadają z dachu, nie uda się dobiec. Nic w nas nie trafiło, tylko na siebie trafiliśmy bez skargi, bez przygotowania, przytulając się do brudnych drzwi wejściowych. Szukaj wyjścia, gdy woda gotuje się i topi (jak) wosk, wysokim głosem zbiegam z piątego piętra, po francusku mija popołudnie, wieczór, a poranek ma gorzki zapach braku snu. Rozgryzam felietony i zagryzam wargi. Dziś dzwoni w innym kościele.
niedziela, 12 sierpnia 2018
Mallorquina.
Ostrygi, rogi ulic. Ostre słońce zostawia długie cienie, kładzie cienkie ślady (palców) na wewnętrznej warstwie snu. Nawet w środku nocy zakleszczam się i duszę na ramieniu od uszu po palce stóp, tonę w notatkach, brodzę w liściach, które przypominają jesień. Przed(nie)pokoje, (a)isle seat. Tu stop mnie półszlachetnie, tutaj nie ma odpowiedzi na pytania - szaro(ść). Myślę o zaułkach, ukłuciach, łukach brwi i łokciach, którymi można odmierzyć resztki tego, co zostało ze (spa)cerowania. Stopy zamieniają się w kilometry, konwersja jednostek dokonuje się a vista. Stopnie.j. Wszystko sch(lud)nie, na chodnikach zalewa nas całe morze wrażeń. Drżysz? Jeszcze słowa, jeszcze spijamy soki z wysp, kruche przecz.nic(e) do złudzenia przypominają mi (u)dar, który dostałam przez nie
-ostrożność.
środa, 18 lipca 2018
Abditory.
Budzi mnie ucisk w nadgarstu, nie daje spać świadomość, że cała jesteś (z) nocy. Cierp(n/i)ę, jak źle przechowywane letnie owoce, jak gnijące bez skargi fragmenty lasu pod naporem deszczowej wody. Skończyło się wszystko, i zaczęło znów, i rośnie. Nie pamiętam już pytań, które chcialam za/dać - tylko opowieści grzęzną w kałużach pod oknami, na powrót pełnymi blasku. Wrzask? Uczucie nagłej, pełnej miłości niespodzianki ustępuje później (roz)czarowaniu, poszukiwaniu dalekiego horyzon/tu. I nic. Nadal jestem wewnątrz, usuwam pestki barwiąc miąższem puchnące ciało. Na tyłach domu, na sufi.cie.nie.
wtorek, 19 czerwca 2018
Un crépuscule.
Czy na wszystko jest czas? Nie wiem, wydaje mi się, że czas już minął
mnie dawno i teraz łapię okazję przy deszczowej norweskiej szosie, żeby zdążyć, ale kierowcy patrzą na mnie z politowaniem - nic nie zmieniło się od pięciu lat. Ani od czterech, pod tym samym adresem mieszkają ci, którym wtedy zaglądałyśmy w okna. Pamiętasz, bardziej stwierdzam niż pytam, pamiętasz na pewno. Kto mógłby zapomnieć? Na swoje usprawiedliwienie mam nic, które rośnie w siłę, mieszka ze mną od kilku lat i ma się coraz lepiej, znacznie lepiej niż ja. Karmię nic słonecznym światłem, które zagląda tu rano. A wieczorem? Bonne soirée.
piątek, 8 czerwca 2018
Piazza.
Naw(n)et w(k)ró(t)cę do (k)raju tego świat.ła/godnie osiadającego na bladych ścianach. Strony świata, które dobrze reagują na wieczór. Na wzór różnic, urodzi/nowe lęki, da-lek(k)ie perspektywy. W ciągu kilku miesięcy zmieniło się wszystk,oswajasz przestrzeń, obrastasz w kwitnienie, kiełkujesz nad (po)wierzch(nię) balkonu. Życie się dłuży, czy się wydłuża? Z/nów(,) czer-wiedz, więc czerwień wraca. W ciągu kilku minut tracę grunt
to zdro,więc nie będę bluźnić, rozluźnię tylko po.wieki. Przypomnij mi, jak po.trafiliśmy ze sobą ro.z(amknij okno)
ma-wiać.
poniedziałek, 14 maja 2018
Rezolwenta.
Wi(a)d(o)mo: nie chodziło nam wtedy o mózg, żadną z muz, wtedy chodziło nam o serce, ono drgało na schodach pod adresem, który pamiętam do dziś. Kilka cyfr i jedna litera, która zamiera na granicy alfabe-tu. Trwać, trzymać się za ręce (pod tym stołem, jak zalecał Bruno S.), bo inaczej nie ma już s(e)n(s)u, nie ma perspektywy, z której można by bezpiecznie spojrzeć, są tylko kruche mosty, które rezonują każdym rokiem, które budują nam kładki nad łódkami powiek, wiążą rzęsy nad rzekami łez. Każdy z(a)mysł jest winny temu osuwaniu się w noc, temu st(r)udzeniu. Każdy ruch zbliża nas do powro.tu, choć historia zna takie regresy. Teraz drgania, kołatanie do drzwi, żebra ułożone w znak (za
późno na) signum temporis.
czwartek, 10 maja 2018
Eixample.
Na przykład: za/woła(ła)m. Zapomniałeś? Wolałabym nie, wolałbyś pamiętać te rosnące w siłę ramiona, rachityczne konwalie. Zaginać rogi jednakowych ulic, wnikać w tkanki, znikać w bramach, łapać podwórka na gorący.ch(ł)odnikach, wy/stawać w drodze na lot(nisko). Pisać, pisać, lepiej(.) le/pić słowa, (ło)wić wszystko-(je)dno.c. W dzień, w którym nie poszłam na wernis/aż; zostałam tu obserwując, jak światło przesuwa się po ścianach. Uciekają cienie; zaczekasz? Mdło-tło, mini-mantra, minimalne draśnięcie. Cienka linia zadrapana od frustracji do atrakcji. Gra/nic,a reministencje, stancje, (w)akacje, te (tr)akcje, które lecą na szyję, po kolei, na dno, upadną i nie pozostanie nam już nic innego, jak (się) po/zbierać, zmieścić w mieście, które biegnie od morza do lotniska. Z(a)wrotność, w nocy, której prawie nie pamiętam. A te/raz? Lato to taka wiosna, która sta(r)ła się (z) ciałem. Zamieszkasz (międ)z(y) nami?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













